Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leeloo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leeloo. Pokaż wszystkie posty

Lilka na trawie

Wymyśliłam już jakiś czas temu, że możnaby spróbować nauczyć kota chodzić na smyczy i w szelkach. Zwłaszcza, że jak tylko wychodzę do ogródka i Leeloo mnie widzi przez okno to zaczyna wyć i miauczeć - no nie jest to najprzyjemniejsza melodia do relaksu na trawie ;)
Teraz w końcu doprowadziłam swój plan do etapu realizacji, zwłaszcza, że niedługo wyjeżdżamy w 5 godzinną podróż, w której kot na smyczy byłby lepszym kompanem niż kot wciśnięty przez całe 5 godzin w transporterek. Teraz można ją będzie na postojach na chwilę wyprowadzić na zewnątrz samochodu.
Pierwszy spacer.
Smycz i szelki zostały kupione w ubiegłym tygodniu - pierwsze z nimi spotkanie ubiegło pod znakiem skarg i narzekań, które można by szybko z kociego na nasze przetłumaczyć jako "w tym się k*rwa nie da chodzić!!" czyli kot chodził tyłem, bokiem, albo wcale nie chodził ;)
Za to od poniedziałku jest sama radość, bo pani w szelkach zabiera na trawę. A trawę okazuje się kota baaardzo polubiła. I kwiatki. Kwiatki są "the bestestest" ;) Od 4 dni kota wysiaduje po drzwiami i miauka, że koniecznie chce wyjść na spacer i "dlaczego się pani tak guzdra" ;)
Drugi spacer, generalnie da się chodzić po tym czymś zielonym
Kwiatki. Kotki lubią kwiatki ;)

Życie z wynudzonym kotem

Mam ostatnio przedziwne wrażenie, że mój kot z nudów dostaje cholery i wymyśla. Ale też nie za bardzo chce uczestniczyć w zabawach.
I tak nasze zabawy wyglądają najczęściej tak, że kota chwilę poskacze do wędki z piórami czy czegoś w tym stylu, a później leży pod krzesłem oczekując, że zabawka do niej przyjdzie lub dofrunie przy mojej pomocy. Czyli wygląda na to, że bawię się ja, machając wędką, a kot to wygodnie wyłożony obserwuje. Jeśli w końcu szlag mnie trafi i odłożę zabawkę, to Lilka zaczyna miałczeć, a najczęściej do tego jeszcze gryzie lub drapie mnie w nogi.
Chyba niedługo zrobię pasztet z kotka :>

Aż chciało by się zaśpiewać za kabaretem "Potem: "Nuuuuuudzę sięęęęęęęę" ;)

Zdarza sie nawet najlepszym ;)

Nawet najlepszym zdarza sie zasnac w dziwnych pozycjach i ze smiesznym wyrazem twarzy, a w tym wypadku pyska ;) i to nawet bez alkoholu ;)

A pozniej ktos zdjecia robi i sie nabija, chamstwo i tyle ;)

Ciężkie jest życie kotka


W takiej pozycji dzisiaj Lilunia drzemała na moim biurku, zaraz obok dodatkowego dysku i na kartkach i innych papierkach ;)



I jakiś czas później w jej koszyczku


Moje bestyjeczki


Moje dwie bestyjeczki. U góry Gin, już starszy jegomość, który został w Polsce, i za którym tęsknię jak cholera, oraz moja najnowsza miłość, Leeloo zwana Lilunią, bombelkiem lub kotletem (to jak np przegryza kable od głośników :> )



Wszyscy mają bloga - mam i ja ;)

Jakoś tak, po dłuższych przemyśleniach i kilku namowach bardziej i mniej znanych mi ludzi, stwierdziłam, że raz kozie śmierć - zakładam bloga! Bo co? Wszyscy mają, a ja nie mam. Co ja mam być gorsza czy coś? ;)

Jako, że kulturalna madziarka ze mnie, to zacznę od przedstawienia się w kilku słowach.
Jestem sobie nieduża (w tej chwili to właściwie tylko wzrostem), szaro-brązowo-zielonooka, ruda - prawie naturalnie, w końcu to mój kolor włosów już od lat kilkunastu. Odcienie rudości miałam przeróżne, obecnie mam wypłowiały wściekle czerwony - znaczy, że czas najwyższy znowu się pobawić we fryzjerstwo domowe. W tym roku w czerwcu obchodziłam okrągłe urodziny, weszłam do grupy ludzi, których wiek kończy się na -ści, "a w głowie ciągle maj".
Od lat 5 z ponad półrocznym hakiem mieszkam w dzikim kanadyjskim kraju, w maleńkim mieście zwanym Toronto. Sama pewnie bym nigdy nie wymyśliła, żeby tu przyjechać. Ba! nie wiem czy kiedykolwiek myślałam o emigracji, no ale przyplątał się taki jeden, zażartował, że kocha, wzięłam to na poważnie i tak nam zostało ;) Biedny chłopina z niego - 6 i pół roku się już ze mną męczy, dzielny mój.

Stan posiadania:
W Kanadzie:
- mąż
- 1,5 kota: Jednym kotem moja własna prywatna Leeloo, prześliczne kociątko urodzone w maju tego roku, straszny pieszczoch i przylepa. Natomiast tą połówką kota, jest kota ogólnodomowa, więc niecałkiem moja. Podręcznikowy przykład kota chodzącego własnymi drogami, któremu człowiek jest potrzebny do dawania jedzenia oraz od czasu do czasu podrapania po brzuchu. Oczywiście wtedy, kiedy ona ma na to ochotę.
- pokój w piwnicznej izbie oraz mała sypialnia na poddaszu
- teściowie sztuk dwie - o nich pewnie będzie dość sporo tutaj, bo nie ma to jak pomarudzić na teściową :]

W Polsce:
- najfajniejsi rodzice świata
- rodzony brat sztuk jeden - lepszego brata bym chyba nie znalazła, aczkolwiek się starałam, stąd:
- brat z wyboru - sztuka jedna, ale za to jaka!
edycja po godzinie od wysłania: rany boskie, zapomniałam o drugim bracie z wyboru, niech żyje skleroza :]
- siostra z wyboru - sztuki dwie, jakoś dziwnie się trafiło, że obie zboczone anglojęzycznie
(Tu prosi się o przyznanie się rodzeństwa do siostry, ino już!)
- najśliczniejszy z najśliczniejszych owczarek niemiecki
- cała banda przyjaciół, kolegów i znajomych

Co jeszcze, ach, co jeszcze?
Ano tak, jeszcze trochę zawodowo by się przydało poprzyznawać. W końcu po długich, a ciężkich, w grudniu ubiegłego roku zostałam zauważona przez sporą kanadyjską firmę, w której to właśnie oddaję się drobnemu pracoholizmowi jako pracownik "Merchandise presentation team". Brzmi dumnie prawda? No, a to znaczy, że otwieram pudła z ubraniami przede wszystkim, układam ww ubrania z sensem i gustem oraz biegam po sklepie, włażę na drabiny i oznaczam promocje. Praca w sumie bardzo fajna i intensywna.
A w domowym zaciszu, oprócz tego, że udaję, że jestem gospodynią i panią domu, zajmuję się grafiką komputerową. Jestem omc (O Mało Co) grafikiem, dtp-owcem i właścicielką fantastycznej jednoosobowej firmy, o której mało kto słyszał.

W życiu prywatnym zaczynam się przyznawać do tego, że jestem uzależniona od komputera i internetu (po 12 latach można się już chyba do tego przyznać...), stąd nawet męża i większość rodzeństwa i przyjaciół na sieci znalazłam. Uwielbiam czytać, słuchać dobrej muzyki - dobrej czyli rockowej, bluesowej, szantowej i tym podobnych.
Co do bloga - zobaczymy jak to się potoczy, czy mi się nie znudzi po kilku wpisach, w końcu jako typowy bliźniak mam 150 tysięcy pomysłów na minutę, które to pomysły po chwili odchodzą w zapomnienie.
No to tego, to chyba wszystko na ten pierwszy wpis. Jeśli ktoś dotarł do jego końca - z całego serca współczuję ;)

A to najlepiej oddający moją osobę rysunek, jaki tutaj zobaczycie :]