Właśnie widziałam pierwszy filmik w wiadomościach tutejszych i nie mogłam tego nie umieścić tutaj ku radości innych ;)
i drugi - "Thriller" M. Jackson
Ludziom to się jednak nudzi ;). Wszystkie światła ich ułożenie i koordynacja z muzyką były ustawione przez właściciela tego domu.
A ja tymczasem w pracy układam świąteczne dekoracje. Tak, na te święta w grudniu :]
Się zirytowałam wczoraj
Notka ze szczególnymi pozdrowieniami dla męża, który już zna adres bloga - niby mówi, że nie czyta, ale jakby przypadkiem to czytał, to będzie wiedział, że to taka dedykacja :P
Jak kiedyś wspominałam tutaj, oprócz tego, że pracuję jak głupia w sklepie, to jeszcze prowadzę fantastyczną, prawie nikomu nieznaną jednoosobową firemkę graficzną. Siedziba firmy znajduje się w piwnicznej izbie, w moim pokoju, przy stole kuchennym i zaraz obok telewizora. O kilku lat zajmuję się przede wszystkim projektowaniem plakatów i zaproszeń dla organizacji polskich weteranów, oraz od tego roku dla jednego szczepu ZHR.
Na wiosnę dostałam ogromne zlecenie obsługi graficznej wielkiej imprezy poświęconej pamięci ofiar Katynia. Temat dość modny, ale tutaj wszystko jest naprawdę profesjonalnie zorganizowane, łącznie z tym, że zostały posadzone pierwsze w Kanadzie Dęby Pamięci, zostały zaproszone rodziny ofiar.
Moim zadaniem było zrobić sensowny plakat (wyszedł taki, z którego jestem ogromnie dumna, zwłaszcza, że w torontońskiej polonii plakaty są zazwyczaj okropne) oraz przypinki, zaproszenia i tablice, na których zamieszczona była historia każdej z osób, dla której był poświęcony dąb. Tak dowiedziałam się jak wielu żołnierzy, którzy zginęli w Katyniu, przed wojną mieszkało w Kanadzie. Bardzo ciekawa historia, jakby ktoś chciał się zapoznać z jej częścią, to służę informacjami o tutaj
tutaj zapraszam do obejrzenia plakatu - plakat zrobiony na tle pomnika pamięci ofiar katyńskich, który znajduje się w Toronto
a tutaj możecie zobaczyć zaproszenie:
To było na wiosnę, od tego czasu co jakiś czas dostaję informację o nowych pomysłach, robię drobne robótki, itd.
Wczoraj odebrałam telefon od mojego zleceniodawcy z ZHR, że w listopadzie będzie zorganizowany wielki bankiet, na którym będą zbierane datki na kolejne Dęby Pamięci i na ten bankiet dostanę podwójne zaproszenie dla mnie i małża, jako dla vip-ów (pewnie jedni z 100 vipów, ale to nic). Wiadomość ta wywołała uśmiech na mojej twarzy i od razu trochę lepiej się poczułam.
Aż do momentu, kiedy nie powiedziałam tego mężowi i zaczęło się tradycyjne "taaak, Ty to mnie musisz w jakieś beznadziejne i głupie rzeczy wkopać" i tym podobne marudzenia.
Oczywiście opierdzieliłam od razu, że jakby nie było, to jest moja praca i dzięki tej pracy mamy dodatkowe pieniądze na koncie. Ale nie powiem, że nie zrobiło mi się przykro. Ja wiem, że on jest anarchistyczną duszą, która nie lubi oficjalnych imprez, ale no niestety, od czasu do czasu żonę powinien wspierać. Mam taką dodatkową pracę, a nie inną, i od czasu do czasu muszę "bywać". I, szczerze mówiąc, nie przeszkadza mi to za bardzo. A bywać muszę, bo jak się nie będę pokazywać na imprezach ważnych dla moich zleceniodawców, to w końcu stwierdzą, że mam ich w nosie, i znajdą sobie kogoś innego.
Niby później mąż przestał marudzić i bulgotać na to, że trzeba się wbić w garnitur, ale jednak nadal mi jakoś tak... mam wrażenie, nie po raz pierwszy zresztą, że moja praca jest mało ważna i nie czuję takiego wsparcia, jakie czuć powinnam. Niby to się zdarza od czasu do czasu, ale jednak nie jest to fajne, zwłaszcza, że nie mam tutaj za bardzo żadnej innej osoby, na której wsparcie bym mogła liczyć. Ech, życie samotnego emigranta jest do bani.
Dlaczego nie mam dzisiaj najlepszego humoru...
Dzisiejszy poranek, godzina 4:30
- Leeloo przyszła się poprzytulać, położyła się koło mojej twarzy, łaskotała wąsami i udawała traktor. Uwielbiam mojego kotka, ale bez przesady, nie o takiej godzinie. Po 10 minutach jej się znudziło, przeszła trochę niżej i ugryzła mnie w wystającą spod kołdry stopę.
Godzina 6 rano
- Małż wstaje do pracy, więc i mnie przy okazji budzi. Kot ponownie gryzie mnie w stopę oraz w palce od ręki. Idę dalej spać.
6:10
w domu rozlega się dźwięk "khhhhhhhh", oho, teściowa zaczyna sprzątanie wcześniej niż zwykle. Oczywiście musi zacząć od piętra z sypialniami, bo ja nie mogę spać za długo przecież. To przeciągłe "khhhhhh" to dźwięk maszyny parującej, którą to teściowa od pół roku wszystko myje. "Oszczędzam pieniądze na środkach czyszczących" - mówi. Szkoda, że nie oszczędza prądu. Aaaaa fakt, za prąd płacę ja z mężem.
dobra, przeżyję jakoś. Idę spać.
6:30
Koty tłuką się pod drzwiami mojej sypialni. Czarnobiały kurdupel robi się coraz bardziej zaczepny. Akurat wyglądnęłam zza drzwi, żeby zobaczyć, co się dzieje. Starsza kota leżała spokojnie, niedaleko niej siedziała Lilka, która w pewnym momencie się odbiła z miejsca i wskoczyła starszej na grzbiet. Krótka bitwa, oba koty rozbiegają się w dwie strony, ale mała za chwilę leci już szukać starszej, bo ona się chce bawić.
7:00
Teściowa z łomotem przynosi wiaderko z mopem i zaczyna myć podłogę. stuk w ścianę, stuk w ścianę. Ja pier%^*@!!!
7:45
Przyjeżdża starszy (6 lat) podopieczny teściowej, dla którego była opiekunką przez kilka lat, a teraz mały jeździ z naszego domu autobusem do szkoły. Oczywiście do niego teściowa nie mówi normalnie, tylko głośno, a młody i tak ją ma głęboko. Słyszę jak młody zaczyna wołać Lilkę i próbuje ją wziąć na ręce. "Zostaw kotka!" wydzieram się z łóżka. Na co słyszę "Ale ja się chcę bawić z Funią (starsza kocica)". Ja do siebie pod nosem "**rwa, jeszcze lepiej". Bo Funia za młodym biega i fuczy i szczerzy zęby, wygląda jakby chciała na niego polować, nawet okrąża go na coraz mniejszych odległościach. Pantera nasza.
7:50
Przyjeżdża bratowa mojego męża ze swoim synkiem (10 miesięcy), który zostaje u nas na cały dzień, kiedy ona z mężem jest w pracy. Znowu głośne rozmowy, maluch jest wsadzony w takie coś do siedzenia i zabawy. To coś jest plastikowe na jakiś sprężynach czy czymś i hałasuje jak młody w tym skacze. A skacze w tym non stop praktycznie. Starszy młody chce oglądać telewizję, więc drze się do młodszego "Cichoooo!".
Ja zakrywając się poduszką mam ochotę dodać do tego jego cicho słowa "**rwa!" i powinno to dotyczyć wszystkich w domu.
8:15
Teściowa rozdziera się do starszego młodego, że już przyjechał autobus szkolny. Jakby nie mogła z nim już chwilę wcześniej czekać przed domem...
8:26
Dzwoni telefon. Mój znajomy z Polski, któremu robiłam ostatnio dużą reklamę. "Czy możesz mi ten ostateczny projekt podesłać raz jeszcze? Bo go nie ściągnąłem, a link jest już nieaktywny". "Ok, daj mi chwilę, już zejdę na dół do komputera i wyślę raz jeszcze". Wybiegam z rozgrzanej pościeli, wiem, że za chwilkę do niej wrócę. Włączam komputer, sprawdzam maile, wrzucam plik do maila, czekam aż się wyśle jedyne 23 Mb pliku. W międzyczasie witam się na gadzie z siostrą, którą zaskakuje taka pora ;). Oglądam również kota, który wlazł mi na kolana. O, nosek podrapany, widocznie wpadła pod pazura starszej. No nic, pierwsze koty za.... eeee, wróć!! Zdarza się, na pewno to nie ostatnie zadrapanie w jej życiu.
9:05
ok, plik wysłany, maile sprawdzone, farma oporządzona ;). Idziemy spać!!
Wbiegam na II piętro, wchodzę do sypialni. Kur*a. Podłoga już umyta, łóżko (materac) zaścielone, chociaż tyle razy mówiłam, że nie życzę sobie dotykania tej, jakby nie było, intymnej części mojego pokoju. Nic to, przeżyję, rozgrzebuję z powrotem pościel, odkładam wszystko, co wylądowało na materacu z podłogi, czyli pudełko chusteczek, krem, etui na okulary (kot się chce bawić okularami, więc muszę je chować :> ). Wskakuję w łóżeczko... Dup! Dup! Dup! Teściowa zaczyna sprzątać łazienkę sąsiadującą z moją sypialnią.
Noż ja pier%^*@!!!
9:15
Wyskakuję z łóżka, poprawiam pościel, z radosnymi "maciami" zbiegam na dół do mojej "piwnicznej izby", która jeszcze rok temu była moim jedynym pokojem, w tym i sypialnią. Wyciągam poduszkę, kołdrę, układam się na złożonym narożniku. Spaaaaać!
9:25
Teściowa zaczyna robić pranie. Tak, pralnia znajduje się dokładnie na przeciwko wejścia do mojej piwnicznej izby. No by sraczki dostała! ;)
Nakrywam się kołdrą i próbuję ignorować telefony odbierane w pralni, skaczącego młodego, który skacze jakoś tak idealnie nad moją głową, miauczącego kota, stukot przy myciu schodów, "chodzącą" głośno pralkę.
W czasie tych kilkuminutowych drzemek śni mi się brat Tukan i Andy (proszę pozdrowić przy okazji i niech się odezwie, skoro się tak stęsknił, że mi w sny włazi ;) ). Poznaję również w czasie snu Radosława Pazurę, no comments
12:00
Myślę, że do 12 byłam budzona ze średnią co 15 minut. Jestem niewyspana, zła, głowa mnie boli.
Wypijam pierwszą kawę, zjadam 2 muffinki, które wczoraj o 11 w nocy upiekłam, bo miałam ochotę na coś słodkiego.
Ok, czas na prysznic.
Kur**, oczywiście ręczniki powędrowały już do prania, więc odwrót do pokoju, biorę ręczniki, pędzę do łazienki, do której wchodzi się z pralni. Jestem jedną nogą w kabinie prysznicowej, kiedy słyszę, że teściowa włącza pralkę. Rozdzieram się, żeby nie włączała pralki, bo muszę się wykąpać, bo przecież idę na popołudniu do pracy, a poza tym - bo tak!
"Aaaaa, to idziesz do pracy dzisiaj na popołudniu?". Od grudnia ubiegłego roku praktycznie co piątek pracuję po południu :>. Dobra, pranie odroczone, teściowa idzie z młodym na spacer. Cisza w domu, no bo przecież ja już wstałam, to nie trzeba się trzaskać...
Piszę bloga, wyzywam na czym świat stoi do męża przez telefon. Jest 14, już za 2.5 godziny zaczynam męczącą zmianę w pracy, która będzie trwać do 21.
Teściowa odkurza...
śpiewam sobie pod nosem piosenkę Rysia Rynkowskiego "Dobry dzień"
Dzisiaj będzie dobry dzień,
dzisiaj będzie dobry dzień.
Przestań już się jeżyć, przeżyj ten świetny dzień.
Dzisiaj będzie dobry dzień,
dzisiaj będzie dobry dzień.
Wysuń nos spod kołdry, dzień dobry
- to ja głos nadziei twej.
- Leeloo przyszła się poprzytulać, położyła się koło mojej twarzy, łaskotała wąsami i udawała traktor. Uwielbiam mojego kotka, ale bez przesady, nie o takiej godzinie. Po 10 minutach jej się znudziło, przeszła trochę niżej i ugryzła mnie w wystającą spod kołdry stopę.
Godzina 6 rano
- Małż wstaje do pracy, więc i mnie przy okazji budzi. Kot ponownie gryzie mnie w stopę oraz w palce od ręki. Idę dalej spać.
6:10
w domu rozlega się dźwięk "khhhhhhhh", oho, teściowa zaczyna sprzątanie wcześniej niż zwykle. Oczywiście musi zacząć od piętra z sypialniami, bo ja nie mogę spać za długo przecież. To przeciągłe "khhhhhh" to dźwięk maszyny parującej, którą to teściowa od pół roku wszystko myje. "Oszczędzam pieniądze na środkach czyszczących" - mówi. Szkoda, że nie oszczędza prądu. Aaaaa fakt, za prąd płacę ja z mężem.
dobra, przeżyję jakoś. Idę spać.
6:30
Koty tłuką się pod drzwiami mojej sypialni. Czarnobiały kurdupel robi się coraz bardziej zaczepny. Akurat wyglądnęłam zza drzwi, żeby zobaczyć, co się dzieje. Starsza kota leżała spokojnie, niedaleko niej siedziała Lilka, która w pewnym momencie się odbiła z miejsca i wskoczyła starszej na grzbiet. Krótka bitwa, oba koty rozbiegają się w dwie strony, ale mała za chwilę leci już szukać starszej, bo ona się chce bawić.
7:00
Teściowa z łomotem przynosi wiaderko z mopem i zaczyna myć podłogę. stuk w ścianę, stuk w ścianę. Ja pier%^*@!!!
7:45
Przyjeżdża starszy (6 lat) podopieczny teściowej, dla którego była opiekunką przez kilka lat, a teraz mały jeździ z naszego domu autobusem do szkoły. Oczywiście do niego teściowa nie mówi normalnie, tylko głośno, a młody i tak ją ma głęboko. Słyszę jak młody zaczyna wołać Lilkę i próbuje ją wziąć na ręce. "Zostaw kotka!" wydzieram się z łóżka. Na co słyszę "Ale ja się chcę bawić z Funią (starsza kocica)". Ja do siebie pod nosem "**rwa, jeszcze lepiej". Bo Funia za młodym biega i fuczy i szczerzy zęby, wygląda jakby chciała na niego polować, nawet okrąża go na coraz mniejszych odległościach. Pantera nasza.
7:50
Przyjeżdża bratowa mojego męża ze swoim synkiem (10 miesięcy), który zostaje u nas na cały dzień, kiedy ona z mężem jest w pracy. Znowu głośne rozmowy, maluch jest wsadzony w takie coś do siedzenia i zabawy. To coś jest plastikowe na jakiś sprężynach czy czymś i hałasuje jak młody w tym skacze. A skacze w tym non stop praktycznie. Starszy młody chce oglądać telewizję, więc drze się do młodszego "Cichoooo!".
Ja zakrywając się poduszką mam ochotę dodać do tego jego cicho słowa "**rwa!" i powinno to dotyczyć wszystkich w domu.
8:15
Teściowa rozdziera się do starszego młodego, że już przyjechał autobus szkolny. Jakby nie mogła z nim już chwilę wcześniej czekać przed domem...
8:26
Dzwoni telefon. Mój znajomy z Polski, któremu robiłam ostatnio dużą reklamę. "Czy możesz mi ten ostateczny projekt podesłać raz jeszcze? Bo go nie ściągnąłem, a link jest już nieaktywny". "Ok, daj mi chwilę, już zejdę na dół do komputera i wyślę raz jeszcze". Wybiegam z rozgrzanej pościeli, wiem, że za chwilkę do niej wrócę. Włączam komputer, sprawdzam maile, wrzucam plik do maila, czekam aż się wyśle jedyne 23 Mb pliku. W międzyczasie witam się na gadzie z siostrą, którą zaskakuje taka pora ;). Oglądam również kota, który wlazł mi na kolana. O, nosek podrapany, widocznie wpadła pod pazura starszej. No nic, pierwsze koty za.... eeee, wróć!! Zdarza się, na pewno to nie ostatnie zadrapanie w jej życiu.
9:05
ok, plik wysłany, maile sprawdzone, farma oporządzona ;). Idziemy spać!!
Wbiegam na II piętro, wchodzę do sypialni. Kur*a. Podłoga już umyta, łóżko (materac) zaścielone, chociaż tyle razy mówiłam, że nie życzę sobie dotykania tej, jakby nie było, intymnej części mojego pokoju. Nic to, przeżyję, rozgrzebuję z powrotem pościel, odkładam wszystko, co wylądowało na materacu z podłogi, czyli pudełko chusteczek, krem, etui na okulary (kot się chce bawić okularami, więc muszę je chować :> ). Wskakuję w łóżeczko... Dup! Dup! Dup! Teściowa zaczyna sprzątać łazienkę sąsiadującą z moją sypialnią.
Noż ja pier%^*@!!!
9:15
Wyskakuję z łóżka, poprawiam pościel, z radosnymi "maciami" zbiegam na dół do mojej "piwnicznej izby", która jeszcze rok temu była moim jedynym pokojem, w tym i sypialnią. Wyciągam poduszkę, kołdrę, układam się na złożonym narożniku. Spaaaaać!
9:25
Teściowa zaczyna robić pranie. Tak, pralnia znajduje się dokładnie na przeciwko wejścia do mojej piwnicznej izby. No by sraczki dostała! ;)
Nakrywam się kołdrą i próbuję ignorować telefony odbierane w pralni, skaczącego młodego, który skacze jakoś tak idealnie nad moją głową, miauczącego kota, stukot przy myciu schodów, "chodzącą" głośno pralkę.
W czasie tych kilkuminutowych drzemek śni mi się brat Tukan i Andy (proszę pozdrowić przy okazji i niech się odezwie, skoro się tak stęsknił, że mi w sny włazi ;) ). Poznaję również w czasie snu Radosława Pazurę, no comments
12:00
Myślę, że do 12 byłam budzona ze średnią co 15 minut. Jestem niewyspana, zła, głowa mnie boli.
Wypijam pierwszą kawę, zjadam 2 muffinki, które wczoraj o 11 w nocy upiekłam, bo miałam ochotę na coś słodkiego.
Ok, czas na prysznic.
Kur**, oczywiście ręczniki powędrowały już do prania, więc odwrót do pokoju, biorę ręczniki, pędzę do łazienki, do której wchodzi się z pralni. Jestem jedną nogą w kabinie prysznicowej, kiedy słyszę, że teściowa włącza pralkę. Rozdzieram się, żeby nie włączała pralki, bo muszę się wykąpać, bo przecież idę na popołudniu do pracy, a poza tym - bo tak!
"Aaaaa, to idziesz do pracy dzisiaj na popołudniu?". Od grudnia ubiegłego roku praktycznie co piątek pracuję po południu :>. Dobra, pranie odroczone, teściowa idzie z młodym na spacer. Cisza w domu, no bo przecież ja już wstałam, to nie trzeba się trzaskać...
Piszę bloga, wyzywam na czym świat stoi do męża przez telefon. Jest 14, już za 2.5 godziny zaczynam męczącą zmianę w pracy, która będzie trwać do 21.
Teściowa odkurza...
śpiewam sobie pod nosem piosenkę Rysia Rynkowskiego "Dobry dzień"
Dzisiaj będzie dobry dzień,
dzisiaj będzie dobry dzień.
Przestań już się jeżyć, przeżyj ten świetny dzień.
Dzisiaj będzie dobry dzień,
dzisiaj będzie dobry dzień.
Wysuń nos spod kołdry, dzień dobry
- to ja głos nadziei twej.
"don't sink the boat that you built, you built to keep afloat"
Ah, pomęczę Was jeszcze trochę Flogging Molly :)
Byłam na ich koncercie w czwartek - ja nie mogę, co za show. a takiego punkowego pogo to ja jeszcze w tym kraju nie widziałam :]
Znakomita piosenka ze świetnym teledyskiem
Byłam na ich koncercie w czwartek - ja nie mogę, co za show. a takiego punkowego pogo to ja jeszcze w tym kraju nie widziałam :]
Znakomita piosenka ze świetnym teledyskiem
prawo jazdy po ontaryjsku II
Ciąg dalszy poprzedniego wpisu.
Egzamin praktyczny G1
Egzamin praktyczny G1
Zdaliśmy szczęśliwie testy na prawo jazdy, pojeździliśmy trochę samochodem i mamy prawo podejrzewać, że już nie jesteśmy ostatnimi gamoniami drogowymi. Co dalej, drogi pamiętniczku, co dalej?
Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie: po 12 miesiącach, w czasie których posiadamy prawo jazdy dla początkujących (lub po 8, jeśli ukończymy całkowity kurs) możemy przystąpić do egzaminu praktycznego.
Zanim to jednak nastąpi dobrym pomysłem jest wziąć kilka lekcji u doświadczonego instruktora jazdy, który zwróci uwagę na nasze błędy, wskaże na co należy zwracać szczególną uwagę i podpowie do czego mogą się przypieprzyć na egzaminie.
Najdziwniejszym pomysłem dla mnie było "machanie" głową na wszystkie strony. W Polsce przerobiłam większość kursu na prawo jazdy, włącznie z 20 godzinami jazd, niestety pewne sytuacje nie pozwoliły mi podejść do egzaminu (ja to w ogóle mam wrażenie, że to prawko nie jest mi pisane ;)). Kurs przechodziłam w okolicach roku 2000, więc może coś od tego czasu się zmieniło. W tamtym czasie jednak byłam uczona jeżdżenia tylko "na lusterka", w których sprawdzało się sytuację na drodze za nami i obok nas. Tutaj można za to oblać egzamin - tutaj, zwłaszcza w czasie egzaminu, kiedy chcemy zmienić pas ruchu, itp., musimy obrócić się przez ramię i zerknąć do tyłu, czy aby nic za nami nie jedzie. Rozumiem, że jest to związane z tzw. "blind spot" - miejscem zaraz obok naszego samochodu, które jest praktycznie niewidoczne w lusterku. A jednak jakoś mnie to obracanie się przeraża... trza się będzie tego nauczyć i wyrobić w sobie taki nawyk. A tymczasem wkurza mnie, chociaż teraz już coraz bardziej się do tego przyzwyczajam, jak jadę z kimś, kto mi się co chwilę odwraca od kierunku jazdy ;)
Cała akcja wyprzedzania, wymijania i innych takich powinna odbywać się wg klucza:
1. spojrzenie w lusterko wsteczne oraz lusterka boczne w celu zbadania sytuacji na drodze za nami
2. spojrzenie przez ramię w celu zbadania "blind spot" na pasie, na który chcemy zjechać i włączenie kierunkowskazu (z kierunkami to tu jest masakra 1/3 kierowców, albo i więcej, wcale ich nie używa)
3. ponowne szybkie zerknięcie w lusterka, czy nikt się nie pojawił, lub czy ktoś nie jedzie z dużą prędkością po pasie, na który chcemy zjechać
4. zmiana pasu
Cała akcja wyprzedzania, wymijania i innych takich powinna odbywać się wg klucza:
1. spojrzenie w lusterko wsteczne oraz lusterka boczne w celu zbadania sytuacji na drodze za nami
2. spojrzenie przez ramię w celu zbadania "blind spot" na pasie, na który chcemy zjechać i włączenie kierunkowskazu (z kierunkami to tu jest masakra 1/3 kierowców, albo i więcej, wcale ich nie używa)
3. ponowne szybkie zerknięcie w lusterka, czy nikt się nie pojawił, lub czy ktoś nie jedzie z dużą prędkością po pasie, na który chcemy zjechać
4. zmiana pasu
W każdym razie, przerobiliśmy kilka godzin jazd z naszym instruktorem, przy czym warto dodać, że można jeździć zarówno samochodem ww. instruktora jak i swoim własnym.
W dniu egzaminu przyjeżdżamy w określone miejsce samochodem, który bardzo dobrze znamy, w którym jeździliśmy sporo czasu i zapraszamy do niego egzaminatora.
Ten egzamin odbywa się na zwykłych drogach miejskich, bez autostrad i dróg szybkiego ruchu, ma on na celu sprawdzenie podstawowych umiejętności kierowcy. Zazwyczaj egzaminator mówi, gdzie mamy jechać, każe nam pojeździć po drogach ze skrzyżowaniami bardziej lub mniej skomplikowanymi, każe zaparkować między samochodami, w zależności od egzaminatora możemy parkować w jednym lub w kilku miejscach, bardziej lub mniej utrudnionych. Zazwyczaj jeśli egzaminator zauważy, że coś nam się udało wykonać cudem jakimś i nie czujemy się w tym pewnie, każe nam ponownie wykonać dany manewr.
W czasie jazdy egzaminator nie może nam nic podpowiadać ani tłumaczyć, jedynie wydaje konkretne instrukcje. Jeśli coś jest niezbyt jasne, należy poprosić o odpowiedź jeszcze przed rozpoczęciem jazdy.
Egzaminator ma prawo przerwać lub nawet nie dopuścić do egzaminu, jeśli nasz samochód nie spełnia wymogów bezpieczeństwa; jeśli ma podejrzenia, że jesteśmy pod wpływem alkoholu lub narkotyków lub jeśli nasze umiejętności kierowcy zagrażają naszemu zdrowiu i bezpieczeństwu, jak również zdrowiu i bezpieczeństwu egzaminatora.
Egzaminator nie może wprowadzać zdającego egzamin w błąd - nie może np. kazać skręcić w ulicę, na której wie, że jest zakaz wjazdu. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś takie sposoby były stosowane w Polsce, że kazano wjechać w ulicę, a później oblewano zdającego, bo tam był zakaz wjazdu.
Egzaminator nie może wprowadzać zdającego egzamin w błąd - nie może np. kazać skręcić w ulicę, na której wie, że jest zakaz wjazdu. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś takie sposoby były stosowane w Polsce, że kazano wjechać w ulicę, a później oblewano zdającego, bo tam był zakaz wjazdu.
Najczęstsze przyczyny oblania egzaminu:
- nie ustąpienie pierwszeństwa jazdy innym samochodom, które to pierwszeństwo mają, lub nieprzepuszczenie pieszego na przejściu (pieszy zawsze ma pierwszeństwo na zwykłym przejściu bez świateł)
- niebezpieczna zmiana pasa ruchu, np. niesprawdzenie tzw. blind spots (o czym pisałam powyżej) lub złe oszacowanie prędkości innych samochodów jadących na pasie, na który wjeżdżamy
- nie stosowanie się do znaków drogowych i sygnalizacji świetlnej, w tym brak całkowitego zatrzymania samochodu na znaku Stop,
- niewłaściwa zmiana kierunku ruchu, np. wjazd na niewłaściwy pas ruchu,
- spowolnienie pozostałych uczestników ruchu drogowego zbyt wolną jazdą lub postój samochodu, kiedy mamy prawo jechać dalej, np. po włączeniu się zielonego światła,
- utrata kontroli nad samochodem,
- zbyt szybka jazda (w momencie, kiedy nie wymaga tego dostosowanie się do innych kierowców),
- wjazd na drogę szybkiego ruchu z dużo mniejszą prędkością, niż prędkość innych kierowców jadących tą drogą
- zbyt duża ilość mniejszych błędów, które wskazują na niedostateczne opanowanie umiejętności kierowcy.
Po egzaminie egzaminator wytłumaczy nam jakie błędy popełniliśmy oraz podsumuje nasze umiejętności.
- nie ustąpienie pierwszeństwa jazdy innym samochodom, które to pierwszeństwo mają, lub nieprzepuszczenie pieszego na przejściu (pieszy zawsze ma pierwszeństwo na zwykłym przejściu bez świateł)
- niebezpieczna zmiana pasa ruchu, np. niesprawdzenie tzw. blind spots (o czym pisałam powyżej) lub złe oszacowanie prędkości innych samochodów jadących na pasie, na który wjeżdżamy
- nie stosowanie się do znaków drogowych i sygnalizacji świetlnej, w tym brak całkowitego zatrzymania samochodu na znaku Stop,
- niewłaściwa zmiana kierunku ruchu, np. wjazd na niewłaściwy pas ruchu,
- spowolnienie pozostałych uczestników ruchu drogowego zbyt wolną jazdą lub postój samochodu, kiedy mamy prawo jechać dalej, np. po włączeniu się zielonego światła,
- utrata kontroli nad samochodem,
- zbyt szybka jazda (w momencie, kiedy nie wymaga tego dostosowanie się do innych kierowców),
- wjazd na drogę szybkiego ruchu z dużo mniejszą prędkością, niż prędkość innych kierowców jadących tą drogą
- zbyt duża ilość mniejszych błędów, które wskazują na niedostateczne opanowanie umiejętności kierowcy.
Po egzaminie egzaminator wytłumaczy nam jakie błędy popełniliśmy oraz podsumuje nasze umiejętności.
W przypadku oblanego egzaminu możemy ustalić termin nowego podejścia do niego, nie może się on jednak odbyć wcześniej, niż po 10 dniach od oblanego egzaminu.
Po zdanym egzaminie stajemy się posiadaczami prawa jazdy G2, mamy pełne prawo poruszania się po wszystkich drogach, jedynie musimy mieć 0 promili alkoholu we krwi. (trochę więcej ograniczeń mają kierowcy mający poniżej 19 lat).
Egzamin praktyczny G2
Do egzaminu na pełne prawo jazdy można podejść po roku od zdanego egzaminu z G1 na G2. Ten czas mamy wykorzystać na udoskonalenie naszej techniki jazdy, zwłaszcza na drogach szybkiego ruchu.
Na egzaminie musimy określić, ile razy w ciągu tego czasu jeździliśmy po autostradach i drogach szybkiego ruchu oraz na jakich odległościach. Mamy obowiązdek przynajmniej pięć razy w ciągu tego czasu jechać po drogach, na których prędkość wymagana to co najmniej 80km/h. Jeśli tego warunku nie spełnimy, nie będziemy dopuszczeni do egzaminu.
Egzamin ma na celu sprawdzenie bardziej skomplikowanych umiejętności kierowcy, odbywa się zwłaszcza na drodze szybkiego ruchu lub autostradzie.
Po zdanym egzaminie stajemy się szczęśliwymi posiadaczami pełnego prawa jazdy.
Jak widzicie zdobycie pełnego prawa jazdy trwa trochę czasu (minimum 2 lata) i cały cykl ma swoje "plusy ujemne i dodatnie" ;), ale jakoś nawet mi się to wszystko dość podoba. I nie ma absurdalnych pomysłów z egzaminów z Polski...
* Cały opis egzaminów i obowiązująch praw i obowiązków napisałam na podstawie strony ministerstwa transportu oraz na podstawie doświadczenia własnego i małżowego.
* Cały opis egzaminów i obowiązująch praw i obowiązków napisałam na podstawie strony ministerstwa transportu oraz na podstawie doświadczenia własnego i małżowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)