Fotorelacja z dzisiaj czyli niedobra pani i nieproszeni goście

Jestem bardzo niedobrą kocią Panią i znęcałam się dzisiaj okrutnie nad Lilką (całe 10 sekund ;)) :) Bo koniczyny mi obrodziły na patio i musiałam sprawdzić koniecznie czy po 20 latach pamiętam jeszcze jak się plecie wianki, jako, że i te 20 lat temu nie robiłam tego zbyt często :) A, że Leeloo była pod ręką to nie mogłam jej tego wianka nie przymierzyć ;)


 
















Niestety w okolicy pojawili się ostatnio nieproszeni goście, w sporej ilości i bardzo blisko. Niby wiadomo, że to jest bardziej ich okolica niż nasza, no ale... Dotychczas raczej trzymali się lasu, a ostatnio coraz bliżej podchodzą do domów. Trochę za blisko jak na mój komfort ;) U nas młody osobnik był po drugiej stronie ulicy w poniedziałek popędzany w stronę lasu przez jadących za nim policjantów, a ten ze zdjęcia zjawił się u kogoś w ogrodzie po drugiej stronie osiedla dzisiaj wieczorem... Do tego w między czasie pojawiły się jeszcze 3 inne informacje, że ktoś gdzieś następne misie widział.



Atrakcje na jednostce wojskowej

  Jako żona żołnierza armii kanadyjskiej mam okazję kilka razy w roku pooglądać z bliska parady wojskowe, i okazje te wykorzystuję jak tylko mogę :) Tym razem nadarzyły się z okazji zmiany dowództwa batalionu oraz baterii (Battery - pododdziału? tak to się chyba nazywa). Poniżej krótka fotorelacja z tych dwóch parad, które odbyły się we wtorek oraz piątek. Kurcze, lubię to życie :)



















Śniło mi się...


Śni mi się dużo i kolorowo, ale mój sen pobił sporo wcześniejszych. Co ciekawe, często w moich snach nie uczestniczę, a jestem biernym widzem filmu, jeszcze tylko popcornu mi brakuje ;) Tym razem też tak było, dodatkowo jeszcze jedną z głównych ról grał Jason Priestley, mniej więcej w takim wydaniu jak na tym zdjęciu.

Sen zaczyna się od opowieści kobiety na temat tego, dlaczego jest sama w obcym mieście i układa sobie życie na nowo oraz o jej wielkiej, niespełnionej miłości.
W opowieści słyszymy jak to uciekała przed prześladującym ją mężem, i pomagał jej w tym jej nowy facet (w tej roli Jason). Tu następuje restrospekcja ostatniej nocy, kiedy to ona się już spakowała, Jason ma na nią czekać w hotelu, ona jeszcze tylko kilka rzeczy musi zabrać z domu, kiedy niespodziewanie wraca jej mąż. Następują tutaj sceny walki, ona mu pryska po oczach stojącą farbą w spraju i ucieka z domu.
Przechodzimy do kolejnej sceny, w której to ona wpada do pokoju hotelowego Jasona i krzyczy na niego, że dlaczego on jeszcze nie gotowy, jak tu już uciekać trzeba, na co on jej tłumaczy, żeby się nie martwiła. Tu pokazane zostaje łóżko, na którym leży kilka różnego rodzaju noży, oraz widać jak Jason ostrzy kolejny. Ona uspokojona wpada mu w ramiona, a w tym momencie do środka pokoju wpadają wyważone drzwi, przez które wbiega rozjuszony mąż i ścierając resztki farby z oczu podbiega do, niestety stojącego tyłem do drzwi, Jasona i jednym ruchem wielkiego noża obcina mu pół głowy :> (tu następuje barwna wizja latających części mózgu, bryzgającej krwi oraz krzyczącej kobiety)

Niestety w tym momencie się obudziłam z bardzo mocnym wrażeniem, że chyba oglądam za dużo filmów Quentina Tarantino, bo to wszystko było baaardzo w jego stylu ;)


---
a wracając do poprzedniego wpisu, to płotek stoi od soboty i cieszy mnie ogromnie :D teraz jeszcze tylko w planach jest kupno drewnianego stołu piknikowego z ławkami do siedzenia, parasol do niego, i duużo kwiatków i nowe zioła w tych widocznych doniczkach pod płotem :)





Płotek

Często słyszę i czytam jak moi znajomi i rodzina narzekają na biurokrację w Polsce* (bo nie da się ukryć, że jest na co narzekać), a tymczasem na Dzikim Zachodzie... :
Chcemy zainstalować płot, który odgrodzi nasze maleńkie patio od ciekawskich oczu sąsiadów oraz parkingu, oraz utrudni olewanie naszego domu przez psy sąsiadów. W tej chwili mamy płot po dwóch stronach patio, brakuje jedynie części równoległej do domu. Wiedząc, że na wszystkie zmiany musi się zgodzić agencja mieszkaniowa, wykonałam 2 tygodnie temu telefon do ww. agencji. Tam dowiedziałam się, że oni mi przyślą formularz do wypełnienia wraz z instrukcją, co robić. Faktycznie zaraz przyszedł mi ten formularz na maila...
Dowiedziałam się z niego, że zgoda agencji będzie wydana dopiero, kiedy na budowę płotu zgodzi się dostawca prądu, gazu, kablówka i firma od telefonu i internetu. W między czasie musiałam wypisać dane osobowe i zrobić rysunek poglądowy, prawie techniczny, gdzie to ja chcę ten płot postawić.
Przypominam - płot 5,8m, z wkopywanymi ręcznie słupkami...
ok, na szczęście Ontario wymyśliło sprytny myk i dzwoni się tylko pod jeden numer telefonu, pod którym podaje się adres i różne inne informacje, a oni powiadamiają tych wszystkich dostawców. Jedynie musiałam namalować białą farbą linie, na której mniej więcej ten płot ma stanąć. Telefon wykonałam 14 maja... właśnie dostałam wszystkie zgody i teraz z tymi zgodami muszę śmignąć ze wszystkimi zgodami i formularzem (w sumie 9 stron papieru) do agencji mieszkaniowej, żeby łaskawie i oni wydali zgodę. mam nadzieję, że do 1 czerwca się wyrobią ;)
A, żeby było ciekawiej to te wszystkie zgody są wydane na 30 dni. jak się nie wyrobimy, to znowu trzeba je odnawiać o_O

Nasze hektary, które chcemy
odgrodzić płotkiem...
Doskonale widać również, dlaczego
to chcemy zrobić...



* Tak, wiem, biurokracja w kraju jest ogromna, ale i tutaj zadziwia

Akumulatory naładowane :)

Sobotnio-niedzielna wizyta kolegi z dziewczyną i rodzicami przyniosła dokładnie to, co było mi potrzebne, czyli naładowanie akumulatorów na jakiś czas. No i fajnie jest posiedzieć w towarzystwie ludzi o podobnych doświadczeniach i w podobnym wieku. I fantastycznie jest być znowu tą najmłodszą ;) (to nic, że tylko o 3 miesiące od kolegi ;) ).
Wizyta była niestety króciutka, bo przyjechali w sobotę o 18, a wyjechali w niedzielę już o 8 rano. Mieliśmy nadzieję, że posiedzą kilka godzin dłużej, ale rodzice Ł. chcieli trochę wcześniejszym popołudniem być w domu, bo w poniedziałek do pracy, a to jednak 500 km jazdy od nas do nich. Wykorzystaliśmy te kilka godzin bardzo intensywnie, zwłaszcza początek, bo jak tylko trochę odsapnęli to zabraliśmy ich na spacer brzegiem rzeki - przez pole golfowe i lasek do plaży i z powrotem do domu - ot, jakieś 8 km, kończące się taką mega górką. A niech wiedzą, gdzie przyjechali ;). Później oczywiście był czas na ulubiony sport Polaków czyli grillowanie i piwko/whisky/wino/co kto lubi. A, że wyjeżdżali wcześnie, to wszystko ładnie i kulturalnie i nikt się nie schlał ;) chyba jednak faktycznie jesteśmy mega dorośli, kto by to pomyślał... Oczywiście nie zabrakło poważnych rozmów do 2 w nocy i umawiania się na następne spotkania towarzyskie - czy tu, czy w Polsce, to się jeszcze okaże :)